środa, 9 grudnia 2009

Relacja z koncertu Scorpions dla mpra.pl - "Rocked by Hurricane"

Tak się złożyło, że wybrałem się do Zabrza. Jadąc w kierunku Domu Muzyki i Tańca nie spodziewałem się, że będzie to najlepszy koncert jaki dotąd widziałem. Zdjęć kilka wykonałem.




Linko do relacji albo w dalszej części notki:

http://www.rock.mpra.pl/?relacja-z-koncertu-scorpions-06.12.2009,904


Oba koncerty – zarówno sobotni jak i niedzielny występ niemieckiej grupy Scorpions zostały zorganizowane z okazji 50-lecia Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Decyzja o drugim koncercie została podjęta z powodu wyprzedania się 60 % biletów na sobotni wieczór w ciągu 3 dni. Zagrywka iście hazardowa, ale organizatorzy koncertu doskonale wiedzą ilu fanów tej supergrupy mieszka w Polsce. We wstępie pozwolę sobie pochwalić organizacje imprezy, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania. A tym czasem trochę wspomnień z niedzielnego występu.

Jak przystało na gwiazdę koncert Scorpions nie mógł odbyć się beż kilkunastominutowego opóźnienia, może gdyby była to jedna z rodzimych formacji uznał bym to za normę, ale fanom Scorpions’ów naprawdę trudno było wytrzymać te kilka chwil. Wystarczyło, że za sceną gdzieś przemknął jeden z muzyków, a na widowni już rozbrzmiewały krzyki i brawa. Dom Muzyki i Tańca to dość oryginalne miejsce jak na koncert rockowy – przeważają w nim miejsca siedzące, a cały kunszt architektoniczny napawa widza uczuciem elegancji, a nie rockowym pazurem. Mit dotyczący tego miejsca zespół obalił już po 2 sekundach grania. Większość, jak nie wszyscy, zgromadzeni na koncercie wstali, a ponad połowa z nich ruszyła pod scenę, aby być jak najbliżej swoich idoli.




Wcześniej wspomniałem o tym, że zostałem bardzo mile zaskoczony – powodem tego było rewelacyjne nagłośnienie koncertu. Każdy instrument było słychać selektywnie, a poziom głośności był idealny. Cały czas trwania koncertu spędziłem pod sceną, wychodząc z budynku czułem się dosyć nieswojo. Jestem przyzwyczajony, że po dużych imprezach piszczenie w uszach to chleb powszedni. Tym razem było zupełnie inaczej – jeszcze raz gratuluje nagłośnienia.

Publiczność zgromadzona na występie Scorpions była bardzo różnorodna. Średniej wieku nie da się ściśle określić – widać było, że niektórzy są z zespołem od początku dziłalności, a niektórzy ze względu na wiek przyjechali na koncert wraz ze swoimi rodzicami.
Bez nas nie było by Scorpions” – te słowa powiedział jeden z członków polskiego fanklubu zespołu. W pełni się z nim zgodzę – paliwem niemieckiej formacji są jej fani, którzy od wielu lat, na wielu koncertach, forach internetowych wspierają zespół. Chciałbym, abym sam miał w  tym wieku tyle energii co muzycy Scorpions. Ten zespół to istny wulkan sceniczny, którzy od wielu lat trzyma ten sam bardzo wysoki poziom, a każde ich show jest dopracowane w najmniejszych szczegółach.

Ciężko opisać uczucia towarzyszące mi podczas tego występu. Po prostu pięknie oglądało się tak zgranych muzyków, którzy każdym gestem eksponowali radość jaką sprawia im koncertowanie. Jak przystało na koncert Scorpions’ów każdy hit został odśpiewany wraz z publicznością. Na setliście zespołu obok ballad w stylu „Send me an Angel” czy „Still loving you” znalazły się mocne rockowe przeboje jak (moja ulubiona kompozycja Scorpions) „Rock you like a Hurricane”.





Ogromnie szanuje artystów, którzy liczą się ze swoimi fanami, a Scorpions jest najlepszym przykładem takiego zachowania. Ze sceny sypały się ogromne ilości pałeczek perkusyjnych i kostek gitarowych, a po wzroku i zachowaniu wokalisty można było wywnioskować, że z niektórymi członkami fanclubu zna się bardzo dobrze. Szkoda, tylko, że po koncercie autografy rozdawała tylko jeden z artystów – basista.


Na co dzień nie słucham gatunku, który wykonuje Scorpions. Nie jestem wielkim fanem zespołu, ale jest dla mnie niewyobrażalne, żeby nie umieć zanucić piosenek takich jak „Wind of change” czy „Black out”. Niemiecka formacja to niekwestionowana legenda rockowej sceny i polecam ich koncerty zarówno wszystkim fanom rocka jak i tym, którzy chcą się oderwać od znacznie cięższych klimatów. Występ, którego nie zapomnę do końca życia, a wszystkim instytucją życzę takich jubileuszy.